17 Komentarzy

Stan błogosławiony- ciąża

Cieszę się, że nadal jesteś ze mną i bardzo Ci za to dziękuję. Ten wpis nie będzie należał dla mnie do tych łatwych. Jak wiesz, mamy w naturze pokazywać świat w social mediach taki idealny, a oboje wiemy, że świat taki nie jest.
Upadamy po to żeby wstać i pamiętaj, że wszystko co dzieje się wokół Ciebie jest po coś!
Jak wcześniej wspomniałam, starałam się o zajście w upragnioną ciążę prawie trzy lata. Trzy długie lata wylewania łez, zastanawiania się dlaczego akurat ja? Dlaczego jeszcze nie jest mi dane zostać matką? Przecież dzieci są sensem życia, inspiracją. Napisałam “dlaczego jeszcze” – dlatego, bo wiedziałam że kiedyś będę matką, nie ważne czy dziecko urodzę ja, czy Je adoptuję – przecież „nie ten który zrobił a ten, który wychował”, zawsze tak powtarzałam. Swoją drogą nie sądziłam, że te słowa będą tak mocno obecne w moim życiu.
 Z “ojcem” dziecka rozstałam się prawie miesiąc przed planowaną datą ślubu,
a tydzień później dowiedziałam się ze jestem w ciąży. Szok! Bardzo długo nie mogłam uwierzyć w to, że noszę w sobie nowe życie – ogromna radość a jednocześnie strach.
Strach, bo wiedziałam że będę tą “#samotnamatka”,a jej zazwyczaj doczepiana jest metka takiej gorszej. Mam nadzieję, że wiesz co mam na myśli i proszę Cię nie bierz tego personalnie do siebie.
Początki były ciężkie, zamiast rosnąć, bardzo schudłam. Przez całą sytuację z rozstaniem, odwoływaniem ślubu, tego ogromnego rozczarowania człowiekiem, którego przecież byłam pewna, było tak źle, że była potrzeba pomoc psychologa, bo o rodzinie i najbliższych chyba nie muszę wspominać, to oni postawili mnie na nogi. Bardzo długo nie dochodziło do mnie, że jestem w ciąży. Po pewnym czasie jak już widoczny był bardziej brzuszek, coraz bardziej
zdawałam sobie sprawę z powagi całej sytuacji i całkowitej zmiany życia. Moja ciąża ogólnie przebiegała na początku bardzo dobrze, ja czułam się świetnie. Potem zaczęły się sprawy w sądzie, ogromny stres a i hormony robiły swoje. Okazało się ok. 6 miesiąca, że moja ciąża jest zagrożona, potem większość czasu spędziłam w szpitalu przy kroplówce na podtrzymaniu. Wiedziałam, że muszę zrobić wszystko, aby wyłączyć głowę od tego co mnie spotkało i jak bardzo będzie różnić się moje życie od tego planowanego, bo czy nie każdy marzy o prawdziwej pełnej rodzinie? Skupiłam się jednak tylko
na sobie i dziecku. Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała o tym, ilu cudownych ludzi poznałam w szpitalu, niektórzy bardzo zmienili moje życie i są obecni w nim nadal – tak miało być, nic nie dzieje się bez przyczyny – Pamiętaj. Kilka dni przed porodem ciąża była już ustabilizowana żartobliwie poprosiłam lekarza o wypisanie do domu – bo przecież muszę zrobić rzęsy i pięknie wyglądać na poród!
Tak też się stało, na dwa tygodnie przed planowanym terminem dokładnie 26.02.2019 urodziłam siłami natury po 10 godzinach samotnego porodu cudowną, zdrową córeczkę Hanię. 6:00 rano – tę godzinę zapamiętam na zawsze. Po tej godzinie moje życie już nigdy nie będzie wyglądać tak samo. Nigdy, przenigdy nie czułam takiej miłości, takiego wypełnienia wewnętrznego – wtedy prawdziwie poczułam, że już nigdy nie będę sama…

Może cię zainteresować…
Wpisy

Więcej podobnych postów

17 Komentarzy. Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.
You need to agree with the terms to proceed

Menu